Fundacja Przestrzenie Dziedzictwa

FUNDACJA PRZESTRZENIE DZIEDZICTWA

Prowizoryczne obozowisko z rozłożonym namiotem obok niebieski samochód wołga, a na nim stojący uśmiechnięty chłopak. Obok półcięzarówka marki żuk. Przed nimi trójka bawiących się młodszych chłopców.

12. W Rumunii i na Bałkanach klasyczne życie taborowe kojarzone z konnymi wozami zaczęło stopniowo przekształcać się w okresowe letnie wędrówki Romów, oferujących we wsiach i miasteczkach swoje usługi i wyroby - kotlarskie, kowalskie, odlewnicze, sita, przetaki, kosze itp.  Pod koniec XX w. tradycyjny transport konny zaczął wypierać transport samochodowy. W Europie Zachodniej ta tendencja pojawiła się znaczenie wcześniej, Romowie niemal wyłącznie przemieszczają się samochodami z przyczepami kempingowymi i kamperami. W Polsce w latach 70-80. XX wędrówka Romów odbywała się pociągami lub autobusami, którymi Romowie przemieszczali się ze swoim dobytkiem przewożonym w charakterystycznych tobołach. Do wędrówek wypożyczali też turystyczne namioty z wypożyczalni. Na przełomie XX i XXI wieku niektóre instytucje kultury zaczęły organizować wydarzenia przypominające element dziedzictwa kulturowego Romów, jakim była wędrówka i życie w taborze. Od roku 1999 Muzeum Okręgowe w Tarnowie, oraz Centrum Kultury Romów w Tarnowie zainicjowały coroczny Międzynarodowy Tabor Pamięci Romów, który trwa do tej pory.

Na zdjęciu: ,,Samochodowy tabor" kotlarzy w Bułgarii, koniec lat 90. XX w.

11. Od lat 60. XX wieku zaczęło się faktyczne osiedlanie Romów w przydzielanych im przez państwo barakach, starych budynkach lub blokach. Bardziej majętni sami kupowali domy lub mieszkania. Początkowo zachowywali wiele ze swoich starych przyzwyczajeń, np. zwyczaj palenia ogniska i gotowania przed domami. Konie używane dawniej w taborach, były sprzedawane przez osiadłe rodziny na jarmarkach i targach. Często przy domach, w których zamieszkały rodziny romskie, przez dłuższy czas utrzymywane były wozy, ale już bez koni. Przyzwyczajeni do taborowego życia starsi Romowie woleli często aż do śmierci spać w wozach przy domach. Czasem budowali na zewnątrz domów kuchnię, na której w miesiącach letnich gotowali.

 

 

 

Na zdjęciu: Fragment mahały Stolipnowo (dzielnicy romskiej). Na pierwszym planie domy jednorodzinne, w tle bloki zasiedlane przez Romów,  Plovdiv, Bułgaria,  ok. 2002 r.

10. Ognisko pełniło również funkcję integracyjną – wieczorem odbywały się tu śpiewy, tańce, do których przygrywano na różnych instrumentach (jeśli je posiadano), m.in. skrzypcach, gitarach, tamburynach i cymbałach. Gdy w taborze nie było instrumentów, dominował  w obozie śpiew wykonywany chóralnie lub solowo, z rytmem  wybijanym dłońmi na dzbankach, drewnianymi i metalowymi łyżkami lub klaskaniem dłońmi. Kobiety zasiadały zazwyczaj z tyłu swoich  małżonków, którzy – gdy mieli na to ochotę - zapraszali je do tańca i śpiewu.  Przez XIX- wiecznych artystów Cyganki były przedstawiane często jako półnagie - obnażone do połowy tancerki, które uwodziły mężczyzn przy ogniskach. Nie wiemy na ile przedstawienia te oddawały rzeczywiste zwyczaje cygańskie,  a na ile były wyobrażeniami artystów żądnych sławy.

 

 

Zdjęcie: Cyganie, Henryk Pillati, XIX w., drzeworyt.

9. Ognisko służyło również do gromadzenia się starszyzny cygańskiej. Składała się ona z wójta taboru, zwanego również wajdą lub cibało (czyli ,,posługującego się językiem") i mężczyzn reprezentujących swoje rodziny, którzy zasiadali w kręgu. Zgromadzenia zazwyczaj odbywały się  z inicjatywy wójta, służyły rozwiązywaniu bieżących spraw i problemów, omówieniu trasy wędrówki, a także długości pobytu w danym miejscu.  Niekiedy do ogniska zapraszano puridai – starszą szanowaną kobietę, w celu omówienia z nią ważnych dla taboru spraw, zwłaszcza dotyczących rodzin, kobiet i dzieci. Wójtem był mężczyzna, ale znane są także przypadki, kiedy w wyjątkowych sytuacjach funkcję tę powierzano szanowanej kobiecie.

 

 

 

 

 

Zdjęcie: Kalderasze w Siedmiogrodzie, reprint pocztówki z ok. 1900 r., fot. Bartfa: Adolf Divald.

Odpoczywający Cyganie. Z prawej pasący się obok wozu koń  Z przodu ognisko z gotującą się w kociołku kurą , wokół którego siedzi trójka dzieci. Obok rodzice, stojący Rom w płaszczu oraz siedząca kobieta  z maleńkim dzieckiem przy piersi.

8. Centralnym elementem obozowiska cygańskiego był jag, czyli ogień (ognisko). Cyganie rozpalali je zazwyczaj pośrodku miejsca postoju lub też palili kilka ognisk – zależało to od tego, jak duży był tabor. Ognisko służyło różnym celom – przede wszystkim było to miejsce gotowania potraw dla całej rodziny. Najczęściej przygotowywano proste palenisko, które składało się z dwóch cegieł lub kamieni, między którymi zapalano ogień. Stawiano na nich kotły lub miedziane patelnie. Gotowaniem trudniły się zawsze kobiety, które obsługiwały również mężczyzn podczas posiłku. Do  najczęstszych potraw należały: rosół i  mięso z kury, pieczony jeż (często w glinie), zupy z roślin i owoców leśnych (pokrzyw, grzybów), zupa z wiśni, ziemniaki pieczone w ognisku. Mężczyźni spożywali posiłek w swoim gronie, a kobiety po obsłużeniu mężczyzn – w swoim. Istniał także zwyczaj dzielenia się posiłkiem z drugą rodziną, która zasiadała przy innym ognisku. W zamian za to rodziny dokonywały rewanżu. Ognisko było też miejscem pracy kowali i kotlarzy .

 

Zdjęcie:  Odpoczynek Cyganów, Franciszek Streit, rysunek z obrazu, XIX w.

Dwa prowizoryczne namioty z drewnianym stelażem pokryte płótnem

7. Podczas wędrówki Cyganie zakładali obozowiska, w których spędzali od jednego dnia do kilku tygodni. Zazwyczaj nocowali w lasach lub też w niewielkiej odległości  od wiosek lub miast  (poza ich granicami). Długość pobytu w danej okolicy zależała od stosunków z okoliczną ludnością i władzą, możliwości prowadzenia interesów i ich intratności (sprzedaży swoich wyrobów). Krótsze pobyty wiązały się często z koniecznością odpoczynku koni. Przy dłuższych pobytach Cyganie rozbijali namioty, tzw. szatry, budy lub cery. Namioty posiadały różną konstrukcję. Do lat 90. XX wieku można było jeszcze sporadycznie spotkać najbardziej archaiczny typ szałasu, wykonywanego przez Cyganów z drewnianego stelaża i gałęzi, na który narzucano koce, folię, a nawet papę. Typowy namiot o najprostszej konstrukcji stanowiły 2 tyczki wbite pionowo w ziemię, od góry połączone poziomą żerdzią, na którą nakładano tkaninę – płótno lub solidny gruby materiał. W późniejszym czasie Cyganie nabywali często namioty z demobilu od wojska lub od harcerzy.

 

Zdjęcie: Prowizoryczne namioty (szałasy), letnie obozowisko górskich Romów z Nowego Sącza, Kraków-Prokocim, 1978 r.

Figurka białego konia z czarnym ogłowiem, zaprzęgniętego do  lekkiego, jednoosiowego wozu zabudowanego z boków i góry drewnem

6. Wozy cygańskie ciągnięte były przez konie. Stosunek Romów do koni był szczególny – traktowano te zwierzęta jak członków rodziny, a w wielu szczepach obowiązywał zakaz  jedzenia ich mięsa. Romowie podkuwali je sami lub – będąc w drodze – korzystali z usług albo narzędzi spotykanych kowali. Nierzadko, aby obniżyć koszty, pomagali kowalom w tej czynności. Końmi zajmowali się z reguły mężczyźni, którzy wykonywali przy nich większość prac. W wielu rodzinach panowało przekonanie, że kobiety nie powinny przechodzić przed koniem, poić ich i karmić, aby nie rzucić na niego uroku. Tym niemniej sporadycznie można było zobaczyć powożące końmi kobiety.

 

 

 

 

Zdjęcie:  Figurka konia z lekkim, jednoosiowym wozem, Wielka Brytania, XXI w.

Dwa zielone smoki  ze srebrnymi skrzydłami z wozu wagonowego

5. W latach powojennych, na wozach wagonowych,  używanych przez Polską Romę, zaczęły się pojawiać wykonane z drewna malowane smoki. Na życzenie Romów mocowane były na czterech narożnikach wozu pod wystającym dachem. Istniało kilka wzorów tych smoków formą i kształtem dostosowanych do wymiarów wystającego dachu. Stwory te, wykonywane były przez snycerzy w warsztatach masztalerskich. Najprawdopodobniej pełniły funkcję magiczno ochronną – zabezpieczać miały przed złymi mocami i urokami zagrażającymi mieszkańcom ,,domu" jakim był wóz. Wozy cygańskie były również często malowane wewnątrz – na suficie umieszczano zazwyczaj błękitne tło imitujące niebo, z białymi obłokami, fruwającymi ptakami lub granatowe niebo usiane złotymi gwiazdami. Ściany pokrywano jednolitym tłem, umieszczając na nich pejzaże lub szlaczki z ornamentyką roślinną. Co jakiś czas malowidła te były odnawiane, lub zastępowane nowymi, czym trudnili się wyspecjalizowani, nie romscy fachowcy (m.in. bracia Juraszek z Byczyny, do lat 70. XX w. ).

Zdjęcie: Smoki z wozu wagonowego, lata 50. XX wieku, Polska, zakupione w Warszawie na giełdzie staroci na Kole.

Malowany wóz romski z drewnianymi czerwonymi kołami i dyszlem w Bułgarii

4. Na terenach Polski Romowie poruszali się dwoma typami wozów. Pierwsze z nich były zbliżone konstrukcją do wozów chłopskich, często przypominające bryczki, z drewnianymi lub metalowymi pałąkami przykrytymi plandeką. Ich cechą charakterystyczną były ławki ze stosunkowo wysokim oparciem, umieszczane w tyle konstrukcji. Służyły do składania pościeli, poduszek i pierzyn, które utrzymywane  były w dużym porządku i stanowiły powód dumy romskich kobiet. W niektórych regionach Europy np. w Bułgarii wozy te były ręcznie malowane, w Rumunii zdarzały się zdobienia z wykuwanych w metalu kwiatów i kiści winogron. Wykonywaniem wozów i ich zdobieniem trudniły się  wyspecjalizowane warsztaty nie romskich rzemieślników. Wśród wzorów pojawiały się najczęściej kwiaty malowane na  kolorowym tle. Drugi typ stanowiły wozy wagonowe, zwane przez Romów ,,ostrowskimi", z dużymi przeszklonymi oknami, przykryte zaokrąglonym dachem. Posiadały z przodu rozsuwane na boki okna, co umożliwiało powożenie  końmi z wnętrza wozu.

Zdjęcie: Wóz wykonany w warsztacie masztalerskim prowadzonym przez Roma wyznania muzułmańskiego we wsi  Pet Mogili, Bułgaria, lata 90. XX w.

Przedstawienie niedźwiedników w górskiej miejscowości w Galicji. Widoczny niedźwiedź z jego przewodnikiem oraz chłopcami. Obok cyganka wróży z ręki

3. Zdarzało się, że niektóre rodziny romskie wędrowały pojedynczo, lub najwyżej w dwa wozy. Wynikało to najczęściej z rodzaju prowadzonej działalności. Dotyczyło to m.in. kowali, kotlarzy, a zwłaszcza niedźwiedników, zwanych też Ursarami (z rum. urs – niedźwiedź), którzy trudnili się tresurą tych zwierząt  i oprowadzaniem ich po wsiach i miasteczkach gdzie na placach i jarmarkach, pokazywali ich różne sztuczki, najczęściej ich taniec. W Polsce można ich było spotkać jeszcze w okresie międzywojennym, natomiast na Bałkanach, np. w Bułgarii jeszcze kilkanaście lat temu, nawet na ulicach wielkich miast, jak Sofia lub Varna. Na wozach niedźwiedników jechali nie tylko starsi członkowie rodziny i małe dzieci, oraz dobytek, ale zazwyczaj było też wydzielone miejsce dla  - ,,prawie" członka rodziny  - tresowanego misia.

 

 

Zdjęcie: Der BarenFuhrer - przywódca niedźwiedników, scena przedstawia występ niedźwiedników w górskiej miejscowości w Galicji;    według obrazu Hipolita Lipińskiego, heliograwiura V. Angerer, Druk F. Kargl, Wien, Verlag Franz Bondy Wiedeń, 1873.

2. Romowie wędrowali w taborach, zazwyczaj poruszając się kilkoma lub kilkunastoma wozami. Znaczna część mężczyzn i młodych pokonywała drogę na piechotę, towarzysząc swoim rodzinom siedzącym na wozach. Wóz służył do przewozu  osób starszych i dzieci, a  w czasach przed osiedleniem także całego dobytku. Romowie preferowali poruszanie się w kilka wozów – czynili tak przede wszystkim ze względów praktycznych oraz bezpieczeństwa. Niezbyt liczna grupa rodzinna nie stwarzała dla jej członków wzajemnej konkurencji w pozyskiwaniu dochodów z profesji. Dodatkowo duży tabor zbytnio zwracał uwagę milicji, co skutkowało kłopotami. Natomiast  pojedynczy wóz, czy nawet dwa, mogły stanowić pokusę do agresywnych zachowań miejscowej ludności. Dzieląc się na mniejsze grupy, co jakiś czas, w umówionych miejscach spotykały się te niewielkie tabory. Służył temu cały system pozostawianych przy drogach umownych znaków, tzw. ,,śper". W trakcie tych spotkań odbywały się narady starszyzny i romskie uroczystości (m.in. wesela).  Romowie  nie mający stałych miejsc zamieszkania, zatrzymywali się na zimę niewielkimi taborami na wsiach lub w miasteczkach, gdzie wynajmowali kwatery.

Na zdjęciu:  Cyganie, F. Kostrzewski, grafika wg. obrazu, XIX w.

Widać wędrujących po pustkowiu Romów. Na przedzie kobieta z dzieckiem za nią wóz dwukołowy prowadzony przez konia  przy którym idzie mężczyzna na brczycce kilka postaci
Ulice miasta Blaj. Widać Roma trzymającego za uzdę konia oraz dwa wozy każdy zaprzężony w dwa konie

1. Kolekcja romskiego dziedzictwa kulturowego Pawła Lechowskiego rozpoczyna się pod koniec lat 60. XX wieku, kiedy ostatni Romowie usiłujący prowadzić  jeszcze wędrowny tryb życia taborowego, zmuszani byli do osiedlenia. Dotyczy to przede wszystkim rumuńskiej Transylwanii i Bałkanów, gdzie do lat 60. XX wieku część Romów przemieszczała się konnymi taborami. Od lat 50. XX wieku w krajach Europy Środkowo-Wschodniej i Południowej należącej do obozu komunistycznego  zaczęto wydawać zarządzania nakazujące osiedlanie się Romów na stałe w miejscach przez nich  wybranych lub wskazanych przez władze. Wzorem ZSRR był to wstęp do tzw. ,,produktywizacji ludności romskiej" (wymuszającej obowiązek pracy), a ostatecznym celem była asymilacja Romów. Pomimo zakazu, wiele rodzin romskich nadal praktykowało wędrówkę w taborach w okresie wiosenno-jesiennym. Kolekcja wśród eksponatów zawiera wiele  fotografii m.in. z Polski, Słowacji, Węgier, Bułgarii, Rumunii, Serbii i Macedonii, w tym konnych taborów z przełomu XX/XXI w.

 

Zdjęcie: Przejazd taboru romskiego przez miasto Blaj, Rumunia, lata 90. XX w.

Pomalowany wóż wagonowy widoczny z boku

Copyright by FUNDACJA PRZESTRZENIE  DZIEDZICTWA 2019-2020 – All rights reserved

Skontaktuj się z nami:

Fundacja Przestrzenie Dziedzictwa

e-mail: fundacjapd[at]protonmail.com

tel. +48 12 00000000

fundacja przestrzenie dziedzictwa