Fundacja Przestrzenie Dziedzictwa

FUNDACJA PRZESTRZENIE DZIEDZICTWA

Siedząca na chodniku młoda Romni ze śpiącym maleńkim dzieckiem. Obok plastikowe opakowanie na datki

65. W 1990 roku do Polski zaczęła napływać fala uchodźców ekonomicznych z Rumunii, głównie Romów. Migracja rozpoczęła się w momencie upadku komunizmu w Rumunii i możliwości wyrobienia paszportów. Wśród emigrujących początkowo dominowali w różnym stopniu zasymilowani i osiedleni Romowie z Siedmiogrodu, utożsamiani z węgierskimi społecznościami tego etnosu. Upadek dużych państwowych gospodarstw rolnych oraz fabryk spowodował nagłą utratę zatrudnienia i środków do życia większości Romów w Rumunii. Możliwość wyjazdu otworzyła przed nimi nowe źródło dochodu, którego większość z nich nigdy nie praktykowała, czyli zarobkowego żebrania. Początkowo głównym kierunkiem emigracji była ówczesna Europa Zachodnia, szczególnie Niemcy, najczęściej przedostawali się tam nielegalnie, przez zieloną granicę. Jedna z dróg migracji do Niemiec  prowadziła przez Polskę. Początkowo przyjeżdżali do Polski legalnie na podstawie trzymiesięcznej wizy. Duża część z emigrantów odkryła duże  możliwości dochodów z żebrania w naszym kraju, do którego stosunkowo łatwiej było się dostać, co  rozpoczęło falę emigracji.

Zdjęcie: Kobieta z dzieckiem  żebrząca na Plantach, Kraków, połowa lat 90. XX w.

Rodzina romska z koniem na tle domu. Z lewej dziewczynki i kobieta, obok Rom w skórzanym pasie, dalej koń trzymany za uzdę przez młodego chłopaka

66. Najwięcej Romów z Rumunii zgrupowało się w dużych miastach w Polsce, gdzie możliwości żebrania były największe. Pierwsza fala wzbudziła największą litość  i empatię wśród Polaków, którzy traktowali ich jako ofiary rewolucji antykomunistycznej w Rumunii i obdarowywali szczodrze. Romowie zamieniali pieniądze na marki niemieckie i przewozili je do Rumunii, gdzie w Siedmiogrodzie wykupywali lub przejmowali nieruchomości, m.in. opuszczone przez Sasów, którzy wyjechali masowo do Niemiec. Inwestowali również w samochody, głównie ówczesne Dacie i Aro, które służyły im do profesji żebraczej oraz przewożenia kolejnych osób do Polski. Rozwinął się też handel tymi samochodami, stanowiący dodatkowe źródło dochodu. Pierwsza fala uchodźcza  była bardzo spontaniczna i dotyczyła głównie emigracji pojedynczych rodzin, które ,,zarabiały" żebractwem na własne potrzeby.

 

Zdjęcie:  Koń kupiony za pieniądze z żebrania, Zarnesti, Rumunia, ok. 2010 r.

Fragment koczowiska. Z przodu dziecko na hulajnodze i czarny samochód. Za nimi baraki z dykty, Na dachach drzwi łazienkowe przytrzymujące deski. Na dachu siedzi młody chłopak

67. Po roku, do pierwszej fali migracji, ze względu na możliwości zarobkowania oraz postępującą utratę pracy w Rumunii,  zaczęli dołączać przedstawiciele tradycyjnych społeczności romskich, m.in. kalderasze i  ciurarze (sitarze) zmieniając dotychczasowe profesje na żebractwo. Dzięki żebraniu tysiące Romów w Rumunii przetrwało najtrudniejszy, pierwszy okres transformacji ustrojowej. Część z nich znacznie poprawiła swój status ekonomiczny, zakupiła domy, samochody, nadal opierając swoje dochody na żebractwie. Większość dzieci i młodzieży w wieku szkolnym zarzuciło edukację,  co spowodowało nawrót analfabetyzmu wśród Romów. Początkowo mieszkali na dworcach kolejowych, później zaczęli tworzyć koczowiska na peryferiach miast, które z czasem zaczęły przypominać osiedla slamsów. Składały się z prowizorycznych baraków zbudowanych z przypadkowych materiałów, desek, papy, podkładów kolejowych, płyt paździerzowych.  Początkowo były to letnie osiedla, z czasem przerabiane w ogrzewane, całoroczne schronienia. Były one cyklicznie opuszczane przez Romów i likwidowane przez służby porządkowe, ale równie często były ponownie zasiedlane,  uzyskując pewną ,,romską" tożsamość.

Zdjęcie:  Fragment koczowiska we Wrocławiu przy ul. Kamieńskiego, 2015 r.

Zgięta w pół, ubrana na czarno Romni wyciągająca dłoń po jałmużnę, w drugiej trzyma laskę, obok młody chłopak wyciągający palec do obiektywu

68. Możliwości pozyskania stosunkowo wysokich dochodów  i doświadczenia bogacących się sąsiadów, spowodowały zwiększenie napływu emigrantów z Rumunii, którego apogeum nastąpiło w połowie lat 90. XX wieku. Niedokładne szacunki mówią  o liczbie od kilkunastu, do  około 400-500 tysięcy emigrantów w szczycie fali. Tak masowy napływ spowodował rosnące niezadowolenie Polaków i duże utrudnienia dla Romów w ruchu granicznym. Dotyczyły one szczególnie dzieci w wieku szkolnym, co uzgodniono z rządem rumuńskim. Niewiele to jednak zmieniło sytuację, Romowie masowo przekraczali nielegalnie granicę.  Pod względem prawnym jednak oznaczało, że ich obecność w Polsce stanowiła przestępstwo. Za żebractwo otrzymywali mandaty, a za nielegalny pobyt dostawali wizę administracyjną z nakazem opuszczenia Polski lub trafiali do ośrodków deportacyjnych. Były też akcje przymusowego przewożenia ich samolotami do Rumunii. Złapani tracili część dobytku, m.in. samochody, często rekwirowano im również pieniądze.

Zdjęcie: Żebrząca rumuńska Romni przy dworcu w Krakowie, ok. 1995 r.

Prowizoryczny barak z desek , blach i płyt paździerzowych. Przed nimi kucający młody Rom ze stojącą obok  córką. Za nimi kobieta ubrana w chustę. Dachy przykryte folią przed deszczem. Wokół widać błoto

69. Kolejne lata procederu żebractwa wytworzyły pewne zwyczaje i podział ról w rodzinach romskich. Mężczyźni w wieku produkcyjnym, ze względu na małe możliwości wzbudzenia litości i tym samym niskie dochody, przestawali zajmować się żebractwem. Musieli znaleźć sobie inne zajęcie. Część z nich nie pracowała, zajmując się pilnowaniem żebrzących kobiet i dzieci i odbierała, dla bezpieczeństwa, uzyskane przez nie pieniądze. Spowodowało to zarzuty dziennikarzy o mężczyznach wykorzystujących kobiety i dzieci. Niektórzy próbowali handlu bazarowego. Inni zajmowali się transportem osób i towarów oraz handlem samochodami. Nieliczni próbowali pracy, ale jej skrajnie niekorzystne warunki,  zniechęcały do jej kontynuowania. Spowodowało to duże zmiany i problemy  społeczne, zwłaszcza mężczyzn w adaptacji do nowych warunków. Życie na pograniczu prawa powodowało też,  że zaczęły się pojawiać przypadki, że wchodzili w konflikt z prawem, podejmując  działania przestępcze, głównie kradzieże, zdarzały się też rozboje. Skutkiem tego niektórzy trafiali do aresztów i więzień w Polsce.

Zdjęcie: Powrót z ,,pracy" żebraczej. Okolice Kapelanki, Kraków, 2007 r.

 

Siedząca na kartonie przy latarni kobieta cygańska bez chusty. Na rękach trzyma niemowlę. Obok trójka małych chłopców. Przed nimi tabliczka i naczynie na datki.

70. Główny ciężar żebrania spoczywał na kobietach i dzieciach, które miały dużo większe możliwości pozyskania pieniędzy z tego procederu.  Dzieci w wieku szkolnym często żebrały samodzielnie, natomiast kobiety zabierały niemowlęta i najmłodsze dzieci na żebry, nie mając co z nimi zrobić. Dodatkowo zauważyły, że obecność niemowląt, mimo że naraża je na zarzuty o niewłaściwe traktowanie swoich dzieci, przynosi im jednocześnie wyższy dochód.  Każda rodzina starała się o ,,swój" kościół, pod którym żebrała. Powodowało to wiele konfliktów, a nawet bójki wśród kobiet, o bardziej dochodowe ,,miejsca" do żebrania. Środki pozyskane w ten sposób rodziny romskie inwestowały w Rumunii, podnosząc swój status materialny.

 

 

 

 

Zdjęcie: Kobieta z maleńkimi dziećmi, Nowy Kleparz, Kraków, połowa lat 90. XX w.

Prowizoryczny stalowy piecyk, tzw. ,,koza" z długą rurą odprowadzającą dym z baraku.

71. Niektóre kobiety, nie mogąc poradzić sobie z opieką nad dziećmi w czasie żebrania, próbowały noworodki ,,przechować" okresowo w szpitalu, zakładając, że  po pewnym czasie je odbiorą. Chodziło o zapewnienie noworodkowi lepszych warunków do życia w pierwszym okresie po narodzeniu. Matki mieszkały w bardzo trudnych warunkach, często w prowizorycznych barakach, co w  okresie zimowym groziło bezpośrednio życiu i zdrowiu najmłodszych. Nierzadko nieodebrane w odpowiednim czasie niemowlęta i małe dzieci, uznawane były za porzucone i przekazywane do domów dziecka. Zrozpaczone matki próbowały je później odzyskać, z różnym skutkiem, mając olbrzymie problemy z udowodnieniem swego macierzyństwa oraz znalezieniem miejsca pobytu dziecka. Jeżeli nie zdążyły na czas, a dziecko trafiło do adopcji, wtedy traciły ślad po nim na zawsze. Autor kolekcji niejednokrotnie pomagał doświadczonym  przez los matkom i ich rodzinom w odzyskaniu dzieci, widząc jak  wielką tragedią była dla nich ich utrata.

 

Zdjęcie: Piecyk z baraków rumuńskich  Romów, taka ,,koza" nie zapewniała w zimie wystarczająco wysokiej temperatury dla niemowląt, Wrocław, XXI w.

Atrybuty żebracze, od lewej - ,,legitymacja" uchodźcy z Jugosławii, obok ksero tego  samego ,,dokumentu" z tym samym nazwiskiem, ale ze zdjęciem innej osoby, poniżej ,,zaświadczenie" o chorobie podbite ,,pieczątką" lekarza, w kolejnym prośba  o datki na operację ,,podpisane" przez szpital.

72. Wraz z rosnącym doświadczeniem żebraczym, trzeba pamiętać, że dla większości Romów było to nowe zajęcie, oprócz wyciągniętej ręki i zawodzenia, w niezrozumiałym dla Polaków języku, pojawiły się rekwizyty mające pomóc w procederze. Kubeczki i puszki, czasem miseczka na datki, kartony z napisanymi prośbami, wyjaśniającymi przyczyny żebrania. Dominowały wśród nich wymyślone przeróżne nieszczęścia losowe (utracone domy po rewolucji w Rumunii lub przez uchodźców wojennych z dawnej Jugosławii, klęski żywiołowe, przez które utracili majątek, najczęściej pożary, powodzie  i trzęsienia ziemi). Innym powodem mającym wzbudzić litość i chęć wspomożenia, były rozliczne  choroby, którym jakoby mieli ulegać członkowie ich rodziny, najczęściej onkologiczne, co starali się ,,dokumentować " spreparowaną  i powielaną dla kolejnych członków rodziny żebrzących, dokumentacją medyczną.

Zdjęcie: Atrybuty żebracze, od lewej - ,,legitymacja" uchodźcy z Jugosławii, obok ksero tego  samego ,,dokumentu" z tym samym nazwiskiem, ale ze zdjęciem innej osoby, poniżej ,,zaświadczenie" o chorobie podbite ,,pieczątką" lekarza, w kolejnym prośba  o datki na operację ,,podpisane" przez szpital. Kraków, lata 90., XX wieku.

Harmonijka do grania, gra planszowa ,,mora" (młyn) i długopis z własnoręczną plecionką (artefakty żebrzących dzieci romskich z Rumunii )

73. Kolejnym etapem rozwijania sztuki żebraczej, było udawanie inwalidów, dotyczyło to głównie kilkunastoletnich chłopców, którzy używając kuli i lasek oraz niemiłosiernie wykrzywiając swoje zdrowe nogi, udawali kaleki. Niektórzy chowali umiejętnie nogi pod siebie, udając ofiary wojny. Część  próbowała też udawać choroby neurologiczne trzęsąc się  i dygotając, w ten sposób próbując wzbudzić litość. Zdarzały się też przypadki ,,ślepców", ,,głuchoniemych" mających wystawione przed sobą kartony ,,wyjaśniające"  pisemnie rodzaj dolegliwości. Z czasem pojawili się też prawdziwi inwalidzi, którzy eksponowali swoje kalectwa, szczególnie utratę kończyn, ciężkie poparzenia, czyraki i guzy. W trakcie żebrania odkręcali protezy lub odsłaniali chore części ciała, wzbudzając litość przechodniów. Inną specyficzną formą żebractwa było ,,muzykowanie" w miejscach publicznych, na ulicach i w tramwajach przez osoby nie umiejące grać, głównie dzieci i młodzież. Używali akordeonów lub organek powtarzając nieudolnie jedną lub dwie  fałszywie odtwarzane melodie.

 

Zdjęcie: Harmonijka do grania, gra planszowa ,,mora" (młyn) i długopis z własnoręczną plecionką (artefakty żebrzących dzieci romskich z Rumunii ), Polska,  lata 90.  XX wieku.

Siedzący mężczyzna na kawałku kartonu. Do przodu wystają kikuty obu obciętych nóg.

74. Pod koniec lat 90. XX wieku, żebractwo przybierało niekiedy zorganizowaną formę grupy przestępczej, tworzonej przez Romów z Rumunii. Do praktykowania żebractwa rekrutowała ona inwalidów z różnymi widocznymi deformacjami i uszkodzeniami ciała. Najchętniej wykorzystywano do tego celu nie Romów, aby nie kojarzyli się z żebrzącymi z Rumunii. Często rekrutowała inwalidów wśród alkoholików, bezdomnych Rumunów, którzy za wyżywienie, nocleg, a często też alkohol, żebrali na rzecz ,,patrono",  czyli ,, opiekuna" będącego ,,głową" takiej grupy. Inwalidzi byli dowożeni grupowo transportem samochodowym, najczęściej prowadzonym przez ,,patrono". Czasem grupy te tworzyli mężczyźni, których rodziny zajmowały się żebraniem, znajdując w ten sposób ,,dodatkowe" źródło zarobku.  Większość ,,patrono" miała na usługach pojedynczych żebraków, a  najbardziej aktywni ,,przedsiębiorcy" podobno mieli pod ,,opieką" nawet kilkunastu ,,wynajętych  pracowników".

 

Zdjęcie: ,,Wynajęty"   przez ,,patrono" nie-Rom  inwalida z Rumunii, w czasie ,,pracy" protezy były zabierane przez ,,opiekuna", Kraków, koniec lat 90., XX w.

Ciemna dacia na tle zielonych łąk przy otwartych przednich drzwiach samochodu widać z lewej młodego chłopca, rozebranego do pasa w górę  z podniesioną butelką gazowanego napoju, po prawej dorosłego Roma w podobnym stroju pokazującego paczkę papierosów. Obaj trzymają papierosy w ustach.

75. Fala uchodźców ustała pod koniec lat 90.  kiedy większość  z nich wróciła do Rumunii. Najważniejszym powodem jej osłabienia było zmniejszenie dochodów z żebrania. Nasiliły się również restrykcje dotyczące nielegalnego pobytu i żebractwa, związane m.in.  z przewidywanym przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Romowie nie wracali jednak na ogól z pustymi rękami. Znaczna część pobudowała lub kupiła w Rumunii domy, niektórzy rozpoczęli drobne inwestycje w działalność gospodarczą, np. bar, drobny handel. Osoby z wyuczonymi niegdyś profesjami, zakupywały sprzęt i materiały do swojej porzuconej na jakiś czas działalności, którą od nowa podejmowali w Rumunii. Trwający blisko 10 lat proceder żebractwa spowodował też znaczne problemy społeczne wśród emigrantów. Będąc obywatelami Rumunii,  wiele z dzieci nie nauczyło się języka rumuńskiego, rozmawiając jedynie w romskim i częściowo po polsku. Nie umiały one też czytać ani pisać w żadnym języku. Po powrocie do Rumunii, rodziny te traktowane były przez sąsiadów jako bogacze, nawet jeśli nic ze sobą nie przywieźli, uważano wtedy, że umieją dobrze schować zarobione pieniądze. Przyczyniło się to do rozwarstwienia i podziałów wśród ludności osiedli romskich w Rumunii.

Zdjęcie: Dacia zakupiona za użebrane w Polsce fundusze, Kraków, okolice Łęgu,  ok. 1996 r.

Tabliczki  żebracze z dodatkowymi ,,pismami"  potwierdzającymi  choroby bliskich

76. Niewielka część emigrantów została w Polsce i  funkcjonuje tu do dzisiaj. Po przyłączeniu Rumunii do UE, grupę tę powiększyły osoby, które powróciły do Polski, nadal żebrząc i żyjąc pomiędzy dwoma krajami,  ale inwestując zarobione pieniądze w Rumunii.  Zajmują się oni w Polsce też innymi zajęciami, m.in. drobnym handlem na bazarach, handlem złomem, handlem używanymi samochodami przywożonymi z krajów Europy zachodniej. W większości, nie zintegrowali się ani ze społecznością romską w Polsce, ani z Polakami. Jest to jednak tylko niewielka część wielkiej fali migracyjnej z lat 90. XX wieku. Trzeba podkreślić, że nieliczne społeczności romskie z Rumunii nigdy nie zajmowały się  żebractwem poza krajem ojczystym.  Dotyczy to Gaborów zajmujących się obróbką metali i będących w większości ewangelikami. Również duża część przedstawicieli profesji czynnych zawodowo, którzy nie stracili pracy (szczególnie  chodzi tu o kowalstwo, kotlarstwo i drzewiarstwo), pozostała w Rumunii i  nie uczestniczyła w procederze żebractwie. Dotyczył on najczęściej najmniej wykwalifikowanych  osób,  będących nisko w tradycyjnej hierarchii romskiej.

Zdjęcie:  Tabliczki  żebracze z dodatkowymi ,,pismami"  potwierdzającymi  choroby bliskich, Polska, lata 90. XX w.

A

A

Copyright by FUNDACJA PRZESTRZENIE  DZIEDZICTWA 2019-2020 – All rights reserved

Skontaktuj się z nami:

Fundacja Przestrzenie Dziedzictwa

e-mail: fundacjapd[at]protonmail.com

tel. +48 12 00000000

fundacja przestrzenie dziedzictwa